Dlaczego ciało mocniej puchnie w upał?
Majówka za nami. Wreszcie zrobiło się ciepło, więc sezon na grillowanie rozpoczęty. Prawie z każdego ogrodu dobiegały odgłosy spotkań towarzyskich i dochodziły smakowite zapachy pieczonych mięs czy kiełbasek. Nie dla każdego jednak to jest fajny czas.
“Najgorzej jest w upalne dni, wtedy bardzo puchną mi nogi, tak że aż boli mnie skóra.” Takie słowa usłyszałam ostatnio od mojej pacjentki i od razu pomyślałam: Oho, sezon się zaczyna….
Czy to przypadek, czy jednak upał ma coś wspólnego z obrzękami i uczuciem ciężkości?
Wiele kobiet, szczególnie po 50-tce czuje, że latem ciało zaczyna zachowywać się inaczej.
Nogi szybciej robią się ciężkie, kostki bardziej puchną, buty cisną pod koniec dnia, a łydki są twardsze, pełniejsze, bardziej napięte. Dodatkowo częściej pojawia się też zmęczenie, które wcale nie mija po odpoczynku.
Dlaczego tak się dzieje?
Jest wiele powodów takiego stanu rzeczy. Niektóre zupełnie od nas niezależne. Po prostu w upale naczynia krwionośne rozszerzają się. bo ciało próbuje w ten sposób oddać nadmiar ciepła. To naturalny mechanizm, ale kiedy krążenie i przepływ limfy już wcześniej były przeciążone, wysoka temperatura może pokazać ten problem mocniej.
Są też jednak takie, które już są naszym wyborem.

Trzy najczęściej popełniane grzechy w sezonie grillowym, po których ciało bardziej puchnie:
1. Jakość jedzenia.
Przypalone mięso, akryloamid *, tłuszcze trans.
To zwiększa ilość związków, które organizm musi „uprzątnąć”, a to zadanie właśnie dla układu limfatycznego.
* Akryloamid to związek chemiczny, który powstaje w jedzeniu podczas obróbki w wysokiej temperaturze — szczególnie przy smażeniu, pieczeniu i grillowaniu. Co robi w organizmie? Podnosi ilość wolnych rodników, obciąża układy detoksykacyjne (wątroba +limfa), działa prozapalnie.
2. Ilość jedzenia i jego pora.
Grill rzadko kończy się na jednym kawałku mięsa. Zazwyczaj jemy znacznie więcej, ciężkostrawne potrawy i dużo później niż zwykle.
Dla ciała to dodatkowe obciążenie, a ono już i tak działa na granicy wydolności.
3. Mało wody, w dodatku często alkohol.
Wbrew pozorom, zastoje limfatyczne to nie jest nadmiar wody, którą możemy sobie wykorzystać w razie potrzeby. Jej jest za dużo tam, gdzie być wcale nie powinno, ale brakuje w miejscach, gdzie jest niezbędna. I choć do grillowanej kiełbaski bardzo pasuje zimne piwo, ale niestety nie nawadnia ono, wręcz przeciwnie. Nie ma bezpiecznej dawki alkoholu. Każda, nawet najmniejsza, niszczy mikrobiom i prowadzi do rozszczelnienia bariery jelitowej, a stąd już prosta droga, a właściwie autostrada do obrzęków.
To nie znaczy, że masz przestać spotykać się ze znajomymi na grillu czy cieszyć się wiosną i miłą atmosferą.
Chodzi tylko o to, żeby zrozumieć, dlaczego ciało zatrzymuje płyny, co temu sprzyja i co można zrobić, żeby nie działać po omacku.
Bo dobre nawodnienie, zioła, masaż czy unoszenie nóg często dają ulgę, ale tylko na chwilę.
Mam dla Ciebie propozycję.
Jeśli cierpisz na zastoje limfatyczne i szukasz rozwiązań – kliknij tutaj i zapisz się na VIP- listę zainteresowanych. Co jakiś czas otwieram sprzedaż krótkiego warsztatu ( 47 zł) pt.” Dlaczego ciało zatrzymuje limfę i jak temu zaradzić.”. Gdy będziesz na VIP-liście, jako pierwsza dostaniesz informację i nie przegapisz okna sprzedażowego.
